Moim gościem jest Michał Wichowski – strateg komunikacji, który pomaga ekspertom odnaleźć się w świecie social mediów i wykorzystać je jako realne narzędzie biznesowe. Bo wbrew temu, co czasem widzimy w internecie, social media nie muszą być cyrkiem, w którym trzeba tańczyć, krzyczeć albo udawać kogoś, kim się nie jest. Mogą być przestrzenią do dzielenia się wiedzą, doświadczeniem i swoją misją, ale pod warunkiem, że zrozumiemy zasady gry. Porozmawiamy dziś o tym, dlaczego wciąż tak mało ekspertów jest aktywnych w social mediach, co powstrzymuje ludzi przed pokazywaniem swojej wiedzy i jak przełamać bariery takie jak syndrom oszusta, lęk przed opinią innych czy ciągłe odkładanie działania na moment, kiedy „będę bardziej gotowa”.
Social media to nie cyrk. To zdanie mogłoby być motywem przewodnim rozmowy z Michałem Wichowskim – strategiem komunikacji i mentorem, który wspiera ekspertów w odważnym wychodzeniu do internetu. W świecie, w którym media społecznościowe wielu osobom kojarzą się z tańcami, trendami i pogonią za algorytmem, coraz więcej specjalistów z ogromną wiedzą wciąż stoi z boku. Nie dlatego, że nie mają kompetencji. Dlatego, że blokuje ich głowa.
Michał swoją drogę do miejsca, w którym dziś wspiera innych, opisuje jako burzliwą. W dzieciństwie mierzył się z otyłością i niskim poczuciem własnej wartości, później z przedwczesnym łysieniem, które w okresie dojrzewania było dla niego ogromnym obciążeniem. Była depresja, były różne próby biznesowe, było szukanie siebie. Te doświadczenia doprowadziły go do pracy nad rozwojem osobistym, którą – jak podkreśla – praktykuje od kilkunastu lat. Od ośmiu lat działa także jako producent contentu foto i wideo. To połączenie doświadczenia życiowego i praktyki w social mediach pozwoliło mu dostrzec pewną prawidłowość.
Jak mówi, wszystkich łączy jedna rzecz: najpierw jesteśmy człowiekiem, dopiero później ekspertem. I właśnie między ludźmi z ogromną wiedzą a osobami, które bez oporu wychodzą przed kamerę, często nie mając jeszcze doświadczenia, pojawia się przepaść. Tą przepaścią jest blokada. Syndrom oszusta, lęk przed oceną, przekonanie, że „jeszcze nie jestem gotowa”, „jeszcze nie mam wystarczającej wiedzy”, „jeszcze muszę się doszkolić”. W efekcie eksperci milczą, a internet wypełniają osoby, które po prostu się odważyły.
Jednym z największych nieporozumień przy budowaniu marki osobistej w social mediach jest szybka rezygnacja. Brak natychmiastowych efektów bywa odbierany jako dowód, że „to nie działa”. Tymczasem – jak pokazują przykłady przywoływane w rozmowie – sukces rzadko przychodzi natychmiast. MrBeast stworzył setki materiałów, zanim którykolwiek stał się viralem. Podobne historie można znaleźć w świecie literatury, sportu czy biznesu. Proces jest dłuższy niż chcielibyśmy przyznać, a social media nie są sprintem, tylko maratonem.
Kluczowe jest więc podejście. Zanim zaczniemy publikować, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: po co mi social media? Co chcę przekazać? Z czego chcę być zapamiętana? Jaka jest moja misja? To nie musi być pompatyczne ani wielkie. Nawet jeśli jest to rozrywka, humor czy lekka edukacja, istotne jest, abyśmy mogli podpisać się pod tym przekazem własnym nazwiskiem i czuć z nim spójność. Bez tej wewnętrznej zgody treść staje się powierzchowna, a marka – niespójna.
Dużo emocji budzi temat algorytmu. Czy jest naszym wrogiem, czy sprzymierzeńcem? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo – jak podkreśla Michał – algorytm działa podobnie jak nasz umysł. Skupia się na tym, na czym my skupiamy uwagę. Jeżeli karmimy się treściami, które nas wzmacniają, uczą i inspirują, dostajemy ich więcej. Jeżeli koncentrujemy się na frustracji, pretensji i przekonaniu, że „algorytm mnie nie lubi”, to właśnie to doświadczenie będziemy wzmacniać. Algorytm jest narzędziem. Młotkiem można budować, ale można też niszczyć. To, jak go użyjemy, zależy od nas.
Ważnym wątkiem rozmowy jest wewnętrzny dialog. Każdy z nas prowadzi go nieustannie. Według przywoływanych badań to nawet kilka tysięcy myśli dziennie. Jeśli przez lata utrwalały się w nas głosy krytyczne – rodziców, nauczycieli, otoczenia – to w momencie publikacji mogą się one odezwać z podwójną siłą. „Z czym ty się pchasz do internetu?”, „Są lepsi od ciebie”, „Po co się ośmieszać?”. Jeżeli nie nauczymy się rozpoznawać tych głosów i odpowiadać im świadomie, staną się naszym autopilotem.
Dlatego tak istotne jest zbudowanie w sobie wewnętrznego kibica. Kogoś, kto w momencie porażki powie: „To tylko etap. Robimy dalej”. To wymaga pracy, często wsparcia specjalisty, mentora, terapeuty czy coacha. Nikt za nas nie wykona tej pracy. Można dostać wskazówki, ale to my musimy podjąć działanie. Bez tego nawet najlepsza strategia pozostanie tylko teorią.
Perfekcjonizm również bywa formą ucieczki. Częste powtarzanie „jeszcze nie jestem gotowa”, „jeszcze muszę dopracować szczegóły” może być mechanizmem obronnym przed konfrontacją z oceną. Lepsze jest działanie w myśl zasady „better done than perfect” – zacząć, a potem poprawiać. Każdy kiedyś zaczynał. Nikt nie rodzi się ekspertem od występowania przed kamerą.
Strach przed oceną innych wynika w dużej mierze z lęku przed odrzuceniem. Potrzeba przynależności jest w nas głęboko zakorzeniona. Chcemy być akceptowani, podziwiani, zauważeni. Jednak próba przypodobania się wszystkim kończy się tym, że tracimy własny głos. Nie da się być dla każdego. Zawsze znajdą się osoby, którym nasz przekaz nie będzie odpowiadał. Pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowe zaakceptować tę cenę w zamian za możliwość dotarcia do tych, którym naprawdę możemy pomóc?
W rozmowie wybrzmiewa też ważna myśl: nie ma drugiej takiej osoby na świecie jak ty. Nikt nie ma identycznego połączenia talentów, doświadczeń, wrażliwości i sposobu mówienia. Są ludzie, którzy czekają właśnie na twój głos. Jeśli nie zaczniesz publikować, nigdy cię nie znajdą. Social media nie są cyrkiem, jeśli nie chcesz, by nim były. Mogą stać się przestrzenią realizacji misji, budowania biznesu i wpływu.
Ostatecznie to my decydujemy, czy potraktujemy je jako zagrożenie, czy jako szansę. Kryzys może oznaczać zarówno niebezpieczeństwo, jak i możliwość rozwoju – wszystko zależy od perspektywy. Jeśli pokochamy proces, zaakceptujemy błędy i nauczymy się rozmawiać z własnym lękiem, social media mogą stać się jednym z najpotężniejszych narzędzi w budowaniu marki osobistej. Nie dlatego, że sprzyja nam algorytm, ale dlatego, że sprzyjamy same sobie.
Michał Wichowski – strateg komunikacji i mentor, który pomaga ekspertom wykorzystywać social media jako realne narzędzie biznesowe i przestrzeń do dzielenia się swoją wiedzą oraz misją. W swojej pracy pokazuje, że obecność w mediach społecznościowych nie musi oznaczać tańczenia do trendów czy udawania kogoś, kim się nie jest. Zamiast tego uczy, jak zrozumieć mechanizmy działania platform, budować autentyczną komunikację i docierać do ludzi, którym naprawdę możemy pomóc. Pracuje z ekspertami, twórcami i przedsiębiorcami, którzy chcą dzielić się swoją wiedzą w internecie, ale często powstrzymują ich wewnętrzne bariery – takie jak syndrom oszusta, lęk przed oceną czy poczucie, że „jeszcze nie są gotowi”.